Fragment WSPOMNIEŃ – ALEKSANDRA PIWOWARKA, syna dr Felicji Piwowarek ze Szczepańskich (poch. z Sambora) i Jana Piwowarka z Podborcza, nt. Świąt BN w czasie II wojny światowej

 

„…Na kilka dni przed „Godami” (Bożym Narodzeniem) rozpoczynaliśmy próby do kolędniczego występu. Polegały one na wyszukiwaniu w „kantyczkach” tekstu kilku kolęd, które następnie przekrzykując się „śpiewaliśmy” kilkakrotnie. Sam występ odbywał się teoretycznie wieczorami w okresie od św. Szczepana do św. Trzech Króli. Ponieważ wioska była niewielka nasze popisy zakończyliśmy na trzeci dzień. Polegały one na ustawieniu się za okienkiem danej chaty i gromkim oświadczeniu „Panie gospodarzu, pani gospodyni czy każecie, czy każecie domek rozweselić…?” O ile nie było wyraźnego protestu rozpoczynaliśmy wyuczone „popisy”. W dzień św. Szczepana kolędę rozpoczynali „kawaliry”. Kryteria zaliczenia do tej grupy kolędujących nie były rygorystyczne, należało wcześniej przejść mutacje i nie wejść jeszcze w związki małżeńskie. Osób, które owym kryterium odpowiadały w Podborczu było kilkanaście i prawie wszyscy w imprezie brali udział.
Najpierw śpiewano kolędę, potem w domach, w których znajdowały się panny rozpoczynano żartobliwe swatanie najczęściej desygnując jednego z chłopców do roli starającego się przyśpiewując żartobliwie np. „…wiemy bo my wiemy co ci darujemy Stasia nadobnego do cię podobnego…”. Przyśpiewki bywały różne, przytoczyłem zapamiętaną i najbardziej charakterystyczną. Panny identyczną imprezę rozpoczynały w sylwestrowy wieczór.
Rytuałem, z którym zetknąłem się jedynie na Roztoczu było zbieranie „szczodraków”. Szczodrakiem nazywano malutki chlebek uformowany w kształcie grubego rogala, którym obdarowywano starsze dzieci podczas obchodu w noworoczny poranek. Śpiewano wtedy następującą przyśpiewkę „Zawitał Bóg w tym domku, a w tym domku kościołek, w tym kościołku Maryja syna swego powiła, szczodre lato, dobre lato, dajcież, że nam szczodrak za to…”!
Kolędę przeprowadzaną przez proboszcza z Mokregolipia kojarzyłem, podobne zresztą jak inne dzieci, z rozdawanymi przez niego obrazkami. Proboszcz, był nim wówczas wyróżniający się potężną posturą ks. Masztalerz, przyjeżdżał wozem wraz z woźnicą, którym był organista i obchodził chaty. W tym czasie na wóz trafiał drób, nabiał, zboże, zdarzał się i wałek płótna, snopki pszenicy etc.
Kilka słów o dniu najistotniejszym tj. Wigilii. Post obowiązywał przez cały dzień. Wieczorem pojawiała się na podłodze słoma. a w kącie izby snopek żyta zwany „królem”. Sygnał pierwszej gwiazdy, co prawda obowiązywał, jednak nie był rygorystycznie przestrzegany. „Pośnik” (kolacja wigilijna) był posiłkiem obfitym, lecz kraszonym jedynie tłuszczem roślinnym. Obowiązkowymi daniami były: zupa z suszonych owoców tzw. „parka”, „łupcie” (gołąbki) z kaszą gryczaną i grzybami, gotowana kiszona kapusta, „piróg” gryczany (coś w rodzaju kulebiaka, faszerowany kaszą gryczaną z dodatkiem niewielkiej ilości kartofli, sera i skwarek, przepyszny- przypis RK. ) i drugi pszenny obydwa pieczone w piecu chlebowym. Były i kluski z makiem. Po wigilijnej kolacji śpiewając nieco kolęd czekano na późniejszą godzinę, by wyruszyć do kościoła w Mokrym Lipiu na pasterkę.
Wówczas na gościńcu zaczynał się ruch. Najpierw grupkami szli piesi, niektórzy oświetlali sobie chwilowo drogę podpalanymi wiązkami słomy, potem ponownie zapadała ciemność. Liczne sanki wyprzedzały piechurów. Gościniec toczył potok z Gorajca, Zaburza, Dzielec, Podborcza. Strumyki z Zakłodzia, Gruszki, Sąsiadki dodatkowo wypełniały obszerne nawy kościoła w Mokrem-Lipiu.
Po niemal dwu godzinach kościół wypychał ludzką falę w drogę powrotną. Zmarznięci uczestnicy nabożeństwa poruszali się żwawo mobilizowani dodatkowo wizją pieczonych w piecu chlebowym żeberek i „joncznicy” (gryczanej kaszanki) oraz wędzonej, często również pieczonej kiełbasy.
W pierwszy świąteczny dzień ludzie krzątali się dosyć niemrawo, ci, którzy nie byli na pasterce wybierali się na późną mszę, do pozostających należał konieczny oporządek, a że w izbie robiło się zimno również rozpalenie pod kuchnią i przygotowanie ciepłej strawy. W dzień św. Szczepana powracała energia, znikała z podłogi słoma, po powrocie z kościoła opowiadano sobie, kto najmocniej obsypał księdza rzucanym zbożem. Dziewczęta podekscytowane oczekiwały, który kawaler zostanie im „przedzielony” i właściwe było po świętach…”

Cały dokument Aleksander Piwowarek – Utracone korzenie. Podborcze 1939 – 1944  udostępniony jest na naszej stronie szkoły https://szkola.gorajec.pl/ w zakładce Historia lokalna – Publikacje.

kosciol_mokre_lipie   ?????????????????????????????????????????????????????????????????

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.